Syndrom sztokholmski czyli świetny biznes

Niedawno, przeglądając polską część Reddita w celu zaktualizowania wiedzy o sytuacji epidemiologiczno-politycznej w kraju, natrafiłam na takie cudo.

5Galert

Czytając komentarze, których na początku było niewiele, uświadomiłam sobie jak wiele z padających w nich zarzutów byłoby równie trafnych, gdyby skierować je pod adresem Kościoła Rzymskokatolickiego.

W ciągu następnych kilku dni trafiłam na artykuł o małżeństwie oszukanym przez rzekomą wróżkę, która manipulując swoimi klientami w ciągu kilku lat wyłudziła od nich kilkadziesiąt tysięcy złotych. Wcześniej ta sama wróżka oszukała kilka innych osób na duże sumy.

Większość osób, komentując takie sytuacje, potępia nieuczciwe praktyki, polegające na… no właśnie. Nieuczciwością w takich przypadkach jest oferowanie fikcyjnych usług i/lub towarów za prawdziwe pieniądze. Czy to przypadkiem nie jest dokładnie to samo, co Kościół robi każdego dnia, zupełnie się z tym nie kryjąc, przy powszechnej aprobacie znacznej części mieszkańców naszego kraju?

Katoliccy duchowni nieustannie wciskają ludziom abstrakcyjne, oderwane od rzeczywistości i niemożliwe do zweryfikowania obietnice bez żadnej gwarancji. Czy ktokolwiek powrócił zza grobu, żeby złożyć reklamacje? Bardzo to wygodne dla takiego “przedsiębiorcy”. A za swoje nie będące z tego świata usługi kapłani żądają jak najbardziej materialnej, ziemskiej waluty. Owszem, czasem mają w swojej ofercie coś bardziej namacalnego, na przykład małe kawałki metalu, które, według słów gorliwie rozprowadzających je akwizytorów, mają posiadać cudowne właściwości.

Medalik

Czy czegoś to nie przypomina?

HarmonicLife

Dlaczego jedno i drugie nie spotyka się z taką samą porcją krytyki i politowania?

Można jeszcze spróbować przyrównać część “usług” oferowanych przez Kościół do działalności psychologa albo terapeuty, która również nie ma wymiaru materialnego. Tylko w tym przypadku mamy do czynienia raczej z anty-terapią, przynoszącą klientowi więcej szkód niż pożytku. Przesłanie Kościoła wydaje się wręcz przeciwne do tego, czego można spodziewać się po psychoterapii. Terapeuta będzie dążył do wytworzenia u klienta konstruktywnych wzorców i sposobów ukierunkowania emocji, duchowni skupiają się na potępianiu i tłumieniu naturalnych ludzkich instynktów. Zamiast życia w zgodzie ze sobą i rozumienia swoich uczuć oferują nieustanne poczucie winy, zamiast niezależności i sprawczości ukorzenie się i przekonanie o swojej marnej, żałosnej kondycji, wynikającej z tego prostego faktu, że się żyje. Dobry psycholog albo terapeuta nie udzieli gotowych odpowiedzi, ale skłoni człowieka do ich samodzielnego poszukiwania, Kościół zaś zaproponuje uproszczone wyjaśnienia i sztywne wskazówki jak żyć. Z jakichś powodów zostało wyodrębnione i nazwane takie zjawisko jak nerwica eklezjogenna, wiele osób nawet po odejściu od religii i jej dogmatów ma problem z poczuciem własnej wartości i negatywnymi uczuciami wobec samego siebie.

Jakiś dziwny rodzaj syndromu sztokholmskiego nie pozwala uwikłanym w relację z Kościołem zakończyć tego toksycznego związku. Wierni wielokrotnie byli i nieustannie są traktowani z pogardą i wyższością przez duchownych, czemu nawet nie próbują się zdecydowanie przeciwstawiać. Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy natrafiałam w sieci na pseudonaukowy marketing, pewni księża postanowili, aby niezależnie od aktualnej sytuacji w kraju Komunie Święte dzieci odbyły się w maju.. Bardziej niż na decyzje księży i motywy takiego postępowania, zwróciłam uwagę na reakcje rodziców dzieci na zaistniałą sytuację. Rodzice wyrażali oburzenie, ale chyba nikt nawet nie zastanowił się, czy naprawdę konieczne jest dążenie z takim uporem do uczestnictwa w rytuałach ustanowionych przez instytucję mającą takie podejście do swoich “klientów”.

Jakiś czas wcześniej kilka razy natrafiałam na opisy sytuacji, kiedy księża odmawiali udziału w Komunii Świętej dzieciom niepełnosprawnym, czy wręcz wypraszali takie dzieci wraz z rodzinami z kościołów podczas mszy. Co najmniej raz słyszałam też o przypadku, kiedy jakiś ksiądz odmówił katolickiego pogrzebu wcześniaka, który urodził się martwy lub zmarł zaraz po urodzeniu i nie zdążył zostać ochrzczony. Dość regularnie pojawiają się także artykuły o tym, jak rodzice uczniów “przeżywają szok” po znalezieniu kontrowersyjnych treści w podręcznikach do religii. Nie rozumiem, jak może to jeszcze kogokolwiek zaskakiwać. Przedstawiciele duchowieństwa w publicznych wypowiedziach nie starają się ukrywać poglądów rasistowskich, homofobicznych, ksenofobicznych, podważających równość płci albo wyrażających pogardę wobec odmiennych kultur. Czyżby zszokowani wierni nie słuchali swoich pasterzy, czy może działa w tym wypadku jakiś rodzaj wybiórczej amnezji? A jeśli nie - dlaczego w ogóle posyłają swoje dzieci na religię, żeby przyswajały te “przerażające” treści?

Żeby nie szukać daleko - sama miałam “przyjemność” posłuchania podobnych relacji z pierwszej ręki. W tym wypadku chodziło o stroje liturgiczne i wyprawki dla dzieci komunijnych, które to akcesoria musiały zostać koniecznie zakupione w zakładzie wskazanym przez kapłana danej parafii. Oczywiście wykluczone było ponowne wykorzystanie wyprawki po starszym dziecku, zakup miał być nowy, wszak kasa musiała się zgadzać. Rodzice ponarzekali na bezsensowne zasady za plecami księży, ale postanowili się podporządkować, żeby przypadkiem nie narazić się księżom na przyszłość. Ostatecznie w przyszłości te dzieci również mogły mieć “interesy” w tej samej parafii.

Tak, mówili to całkowicie poważnie. Potraktowani przez zawodowych naciągaczy w sposób, który im się nie spodobał, woleli położyć uszy po sobie i zacisnąć zęby, aby nie stracić szansy na kolejne równie “przyjemne” kontakty z ową pełną pogardy instytucją. Najbardziej uderzające było dla mnie to, że te same osoby w przypadku jakiejkolwiek świeckiej, zwyczajnej usługi, przy takim podejściu usługodawcy, natychmiast skorzystałyby z przysługujących im praw klienta, zerwały umowę i na odchodnym pozostawiły negatywną opinię.

Z jakiegoś powodu nawet ludzie na co dzień racjonalni i posiadający zdrowy instynkt samozachowawczy, w sytuacjach związanych z religią i Kościołem, nagle odrzucają logikę i choćby byli opluwani i kopani, uparcie będą wracać do swojego dręczyciela na kolanach. Niektórzy, w krótkotrwałym przypływie gniewu, poczują potrzebę wyżalenia się komuś, napiszą post albo komentarz w mediach społecznościowych, wymruczą pod nosem przekleństwo i za plecami pogrożą księdzu palcem… dopóki gniew nie minie i cały obłędny cykl nie zacznie się na nowo.

Można w tym miejscu pokusić się o stwierdzenie, że chcącemu nie dzieje się krzywda, a ludzie, swoją biernością popierający istniejący stan rzeczy, dostali to, czego chcieli. Jest popyt i podaż, doskonały biznes dalej się kręci i nic nie wskazuje na to, żeby sytuacja miała się wkrótce zmienić. Szaleństwo będzie miało się dobrze jeszcze przez długi czas.

Źródła obrazów: