Obce święta czyli piękna hipokryzja
Jak co roku przychodzi ten piękny dzień, 31 października… I jak co roku zaczyna się na nowo.

We wszystkich polskich mediach - oraz w kościołach - z rocznego snu nagle budzą się tłumy oburzonych, krzyczących o tym, że Halloween jest złe i dlaczego w naszym kraju nie należy owego “szatańskiego święta” obchodzić. Tak, główne argumenty przeciwko Halloween opierają się o domniemany związek owego świętowania z szatanem. To nic, że korzenie tego święta sięgają dużo wcześniej niż chrześcijańska wizja diabła, wszystko, co wywodzi się z obcej kultury musi być w ten czy inny sposób związane z demonami i oddawaniem im czci. Dotyczy to zresztą nie tylko świąt i zjawisk kulturowych, które na drodze luźnych skojarzeń można łączyć z czymś umownie zwanym duchowością. Dla niemiłościwie panującego nam okupanta, zwanego też Kościołem Rzymskokatolickim związek z szatanem musi mieć każda rzecz, która po prostu zdobywa popularność. Był już czas Harry’ego Pottera, w pewnym momencie oberwało się Hello Kitty i innym dziecięcym zabawkom, teraz jestem zaskoczona, że można doszukać się także drugiego, trzeciego i kolejnego dna w antystresowych kolorowankach dla dorosłych. Nawiasem mówiąc sama trochę tych kolorowanek posiadam, od prawie trzech lat kurzą mi się na półce, bo nie mam czasu, żeby do tego usiąść. A może powinnam, jeżeli to naprawdę pomaga na stres…
Ale jeśli chodzi o religię nachalnie wciskającą się w każdy aspekt życia i próbującą przejąć nad nim całkowitą kontrolę, to jest to temat na długą, wielotomową powieść. I przede wszystkim to nie o tym chcę tu pisać. Mój niesmak budzi inny rodzaj argumentów, równie chętnie podnoszonych przy okazji Halloween. Tu właśnie dostrzegam piękny przykład hipokryzji i paskudną, piskliwie zgrzytającą niespójność.

Przecież Halloween to obce, zachodnie, amerykańskie święto! Nie jest polskie!
Podnoszą się głosy o wypieraniu polskiej tradycji przez wzorce napływające z zachodu, straszą nas zagładą naszej rodzimej kultury. To już przynajmniej brzmi bardziej racjonalnie, nie wydaje się całkowicie oderwane od rzeczywistości. Jest tylko jedno ale…
Czy ci sami ludzie, którzy z zacięciem godnym lepszej sprawy wytrwale walczą z wszelakimi przejawami Halloween w Polsce, tak samo żarliwie sprzeciwiają się innej tradycji, która w ostatnim czasie również podstępnie skaziła naszą wspaniałą kulturę? Konkretnie mam tu na myśli Walentynki.
Osobiście owego lutowego “święta” nie lubię, widzę w nim przede wszystkim nachalnie promowany konsumpcjonizm, generowanie popytu na nikomu niepotrzebne plastikowe śmieci, których być może w normalnych warunkach nie kupiłaby tak ogromna liczba osób. Na ile zdołałam się zorientować w ciągu ostatnich lat, są w Polsce osoby również nie będące fanami takiego świętowania, z różnych, czasem bardziej osobistych przyczyn, ale nie zauważyłam, żeby coraz wyraźniejsza obecność Walentynek w naszym kraju budziła aż tak silne kontrowersje jak co roku Halloween. Poza nielicznymi, pojedynczymi przypadkami mało komu chce się pisać o tym, że to święto również jest obce, niepotrzebne u nas, że z jego powodu nasza kultura będzie powoli wymierać. A jak już ktoś o tym wspomni, to raczej bez takich silnych emocji, jakie pojawiają się pod koniec października.
Mam wielką ochotę spytać, jak u licha w końcu z tym jest? Dlaczego Walentynki są względnie akceptowane, podczas gdy Halloween to źródło wszelkiego zła i nieszczęścia, jakie może spaść na nasz biedny kraj? Podwójne standardy? Może zdecydujcie się na coś, hipokryci! Nie chodzi mi o przyjęcie konkretnej opinii na temat jednego albo drugiego święta, raczej o zachowanie jakiejś elementarnej spójności w tym, co się głosi. Bo jak na razie, przy takiej niekonsekwencji, to się trochę nie klei. Czy mówimy o kupowaniu kiczowatych różowych balonów, czy o chodzeniu w pokracznej gumowej masce, oba te święta NIE SĄ POLSKIE. To tylko stwierdzenie faktu, nie czuję się w tym momencie kompetentna, żeby ocenić, czy to dobre czy złe, czas pokaże, jakie konsekwencje będzie to miało dla naszych własnych świąt i zwyczajów.
Przy okazji tworzenia tego wpisu natrafiłam na Bajkowierszowni na wzmiankę o czymś, co nie przyszło mi do głowy w pierwszej chwili, mianowicie to, że znany wszystkim, najpopularniejszy obecnie w Polsce wizerunek Świętego Mikołaja powstał na potrzeby amerykańskiej kampanii reklamowej Coca-Coli. I co, ktoś protestuje? I czy to jest hipokryzja czy po prostu brak informacji?
Obrazki pochodzą ze stron parafiaklwow.pl oraz wsercupolska.org.