Promocja, propaganda...
…i reklama. Przepraszam, nachalna reklama. Oraz IDEOLOGIA. W ostatnim czasie nie było praktycznie ani jednego dnia, kiedy gdzieś nie usłyszałbym albo nie przeczytała o “ideologii LGBT”. Strasznej, złej, niebezpiecznej ideologii, pochodnej komunizmu (albo też marksizmu, już trochę za tym nie nadążam), która podstępem przenika z zepsutego zachodu do naszego bogobojnego kraju, żeby zdemoralizować kolejne pokolenia.
I słowo stało się ciałem… to znaczy, chciałam powiedzieć, kłamstwo powtórzone odpowiednio wiele razy stało się prawdą. Obecnie nawet osoby, które nie popierają rządzącej partii, jej przeciwnicy, ludzie w innych dziedzinach życia myślący rozsądnie, zaczynają w jakimś stopniu w to wierzyć. Sama osobiście słyszałam od osób, po których raczej się tego nie spodziewałam, że poważnie obawiają się tej ogłaszanej przez megafony i krzykliwe plakaty przymusowej edukacji seksualnej w przedszkolach, wskutek której dzieci staną się gejami. Te same osoby jednocześnie dopuszczały myśl, że orientacja seksualna jest wrodzona i mówiły zdecydowanie, że nie chcą, żeby ich dzieci “wychowano na gejów”. Mistrzowski poziom dwójmyślenia, który chyba nawet Orwellowi się nie śnił.
Winna temu ma być “promocja” i “propaganda” homoseksualizmu, która szczerze mówiąc, nie wiem na czym ma polegać. Jak w ogóle można “propagować” jakąkolwiek cechę wrodzoną? To jakiś absurd. Od dzisiaj reklamujemy kręcone włosy. Albo piegi. Kraj zalewa niebezpieczna ideologia piegów, musimy ratować przed nią nasze dzieci i wnuki. Albo nachalna promocja leworęczności. Tylko to by już było trochę niezręczne, może wręcz niepoprawne politycznie, biorąc pod uwagę, że sam Andrzej Duda jest leworęczny. Tak nawiasem mówiąc, to jest ze strony rzeczonego Andrzeja Dudy piękny pokaz hipokryzji. Gdyby urodził się w trochę innych czasach, sam należałby do gnębionej mniejszości, którą społeczeństwo siłą próbowało dostosować do “normy”.
W każdym razie na chwilę obecną nie da się uczynić leworęcznego praworęcznym, w drugą stronę również to nie działa, nie da się zmienić koloru oczu ani orientacji seksualnej. I na pewno nie da się zmienić orientacji seksualnej młodzieży tylko przez to, że na lekcji powie się im, że homoseksualizm, aseksualizm i biseksualizm istnieją. Kolejne spostrzeżenie - biorąc pod uwagę, że aseksualizm jest w Polsce obecnie prawie nieznany, zgodnie z tym co głosi rządząca partia, w kraju w ogóle nie powinno być osób aseksualnych. Przecież nikt ich tego nie “nauczył”, nie doświadczyli w swoim życiu wpływu “nachalnej reklamy”, więc skąd im się to wzięło? Jednak z natury, bo tacy się urodzili?
A gdyby na chwilę zignorować fakt, że orientacji innej niż heteroseksualna nie można się “nauczyć”… uznać, że to wybór i styl życia, jak niektórzy chcą to widzieć… to jaki sens miałoby “reklamowanie” takiego stylu życia? Jakie korzyści odniosłaby osoba dokonująca takiego “wyboru”, zwłaszcza w naszych polskich realiach? Czy młodzież tak chętnie decydowałaby się na życie w ciągłym lęku przed nietolerancją, samotnością i odrzuceniem, nawet ze strony najbliższej rodziny? Młodzież LGBT niejednokrotnie słyszy, że jest rozczarowaniem rodziców, że nie ma co liczyć na akceptację, że nie ma prawa pokazać się w rodzinnym domu ze swoim partnerem. Czy ktoś z własnej woli narażałby się na szykany, wyzwiska, czasem nawet przemoc fizyczną w szkole albo na ulicy? Czy to taki szczególny przywilej nie móc prawnie uregulować statusu swojego, niejednokrotnie wieloletniego, związku? Albo trudności i kłody rzucane pod nogi przy uzgadnianiu płci? Nie wspominając już o poczuciu uwięzienia w niewłaściwym ciele, jakiego osoby transpłciowe często doświadczają już od wczesnego dzieciństwa… A to nie koniec listy “profitów”, jakie się z tym wiążą, większość osób nieheteronormatywnych mogłaby zapewne dorzucić własne doświadcznia. Raczej nikt dla zarzucanego młodzieży LGBT “poczucia wyjątkowości” albo szpanu nie zdecydowałby się świadomie na bycie w szykanowanej mniejszości, dla której - jeśli obecne trendy nadal się utrzymają - może niedługo nie być miejsca w kraju nad Wisłą. Mam jednak nadzieję, że do tego nie dojdzie.
Czasami jestem wściekła, kiedy natykam się w wiadomościach na kolejne wypowiedzi polityków i dziennikarzy - albo na nieudolne tłumaczenie się z wypowiedzi poprzednich, jeśli w ogóle zechcą sobie zadać taki trud. Innym razem czuję jedynie bezsilność i rezygnację. A czasem mam wrażenie, że pozostał mi jedynie gorzki śmiech przez łzy.

(Na podstawie komentarzy pod którymś z kolei artykułem z wypowiedziami polityków.)