Nonkonformista bez skazy, czyli kiedy (nie) traktują cię poważnie

Na forach dla osób aseksualnych to stale powtarzający się motyw. Ludzie są patologizowani, bliscy, lekarze i terapeuci próbują znaleźć przyczynę ich „problemu”. Doszukują się traum z dzieciństwa, braku dobrych relacji w rodzinie, zaburzeń hormonalnych albo depresji. Bo przecież ktoś nie może być aseksualny tak po prostu, bez przyczyny. Jeśli pomimo wysiłków żadnej przyczyny nie znajdą, to może przynajmniej niektórzy zgodzą się przyznać, że to faktycznie taka orientacja seksualna a nie problem do rozwiązania. A kiedy tak się zdarzy, że osoba aseksualna rzeczywiście ma jakiś problem w życiu, tak całkiem niezależnie, bo każdego coś może spotkać… Cóż, wtedy „życzliwi” już nie odpuszczą. Powodzenia w udowadnianiu, że nie jest się wielbłądem…

Od jakiegoś czasu zauważam, że z podobnym podejściem spotyka się chyba każdy niepopularny pogląd albo styl życia, czy wręcz podejmowanie decyzji innej niż domyślna dla większości społeczeństwa. Od razu pojawiają się pytania o powody, trzeba tłumaczyć się i uzasadniać. I bardzo często te pytania implikują, że dana postawa jest objawem jakiegoś psychologicznego albo życiowego problemu, który należałoby rozwiązać, tym samym przywracając niepokornych do jedynego słusznego nurtu. Jeśli jesteś w tej czy innej dziedzinie nonkonformistą, to z pewnością to reakcja na traumę a przynajmniej jakieś nieprzyjemne doświadczenia z tym związane.

Potępiasz kapitalizm? Pewnie dlatego, że jesteś albo byłeś kiedyś biedny. Jesteś bezdzietny z wyboru czy wręcz antynatalistą? Miałeś nieszczęśliwe dzieciństwo, prawda? Żyjesz minimalistycznie wbrew promowanej wszędzie rozpasanej konsumpcji? Pewnie też bieda, albo depresja, która nie pozwala korzystać z życia. Jeśli nie jesteś w związku i nie dążysz aktywnie, żeby w nim być, to znaczy, że ktoś cię skrzywdził i się sparzyłeś. Nawet niepicie alkoholu powoduje natychmiastową lawinę pytań, chociaż przynajmniej w tej kwestii w ostatnich latach trochę się poprawia, kiedy młodsze pokolenia propagują modę na zdrowy styl życia. Ale chyba większość niepijących nadal co jakiś czas musi się komuś ze swojej trzeźwości tłumaczyć. I przynajmniej jakiś czas temu w niektórych konserwatywnych nurtach krążyła interpretacja, że ateiści to ludzie z pretensjami do Boga o jakieś niepowodzenia albo życiowe tragedie.

A teraz spróbujmy dodać do tego powszechne w społeczeństwie problemy psychiczne i emocjonalne jak depresja, lęki, przewlekły stres, poczucie niepewności o przyszłość, pracę albo dach nad głową. To dotyczy sporego odsetka ludzi niezależnie od postaw życiowych. Tylko w przypadku nonkonformistów ich wybory często będą postrzegane wyłącznie przez pryzmat tych przypadłości. Nie jesteśmy odizolowanymi wyspami i otoczenie wywiera wpływ na nasze działania i podejmowane decyzje, ale nie wszystko od razu musi być mechanizmem obronnym! Najczęściej mniej popularne poglądy są raczej efektem świadomych rozmyślań, obserwacji i wyciągania wniosków. I to nie tylko z własnego życia i doświadczeń, bo w końcu jesteśmy zdolni do empatii i wczuwania się w sytuację innych, prawda? Nie muszę osobiście doświadczać grozy wojny, żeby być przeciwko konfliktom zbrojnym (ekhm, krzewieniu demokracji przez miłościwie panującego Wielkiego Brata zza oceanu), albo nie muszę żyć na ulicy, żeby zauważyć, iż obecny system ekonomiczny jest niesprawiedliwy i krzywdzi duże grupy ludzi.

Niestety mam wrażenie, że aby faktycznie dołączyć do dyskusji jako Ten Prawdziwy Antykapitalista/Antynatalista/Ateista/etc najpierw trzeba przejść test czystości, żeby wyeliminować wszystkie ewentualne przyczyny tego objawu. Jak już się okaże, że twoje życie i stan emocjonalny są bez skazy i nie ma tam nic do zarzucenia, z niechęcią zaczną traktować cię trochę poważniej… chociaż to nadal nic pewnego.