Nowy rok, ta sama wojna, nowe szanse

Koniec roku 2020 postanowiłam uczcić dotacją na EFF (Electronic Frontier Foundation), organizację zajmującą się prywatnością i prawami człowieka w cyfrowym świecie. Zrobiłam to trochę pod wpływem chwilowego impulsu, zachęcona znalezionym linkiem do końcoworocznej akcji, trochę wskutek wewnętrznej potrzeby, którą odczuwałam już od dłuższego czasu. Kiedy w minionym 2020 roku w większym niż wcześniej stopniu zainteresowałam się wieściami z kraju i świata, zarówno politycznymi jak i technicznymi, poczułam, że sama również powinnam się zaangażować. Dołożyć swoją cegiełkę na miarę możliwości, zrobić coś więcej niż tylko z przerażeniem i rezygnacją obserwować jak świat, społeczeństwo i technologie zmierzają w coraz bardziej niepożądanym kierunku. Przypadek sprawił, że natrafiłam na ogłoszenie publikowane przez organizację, której wartości wspieram.

Kilka dni później pomyślałam o innych organizacjach. O projektach open source, przyjaznych użytkownikom darmowych produktach, których na co dzień używam. Wielokrotnie widziałam na stronach takich projektów informację, że utrzymywane są one ze środków uzyskanych od darczyńców. Programy dostępne są do pobrania za darmo, wiele z nich znajduje się także w standardowych repozytoriach różnych dystrybucji Linuksa.
Pomyślałam o projektach, które przestały być utrzymywane, zostały porzucone i zniknęły. Niektóre zostały przejęte przez inne osoby, inne może w przyszłości zostaną.
Zauważyłam też, że na chwilę obecną korzystam z darmowych wersji usług, które oferują także płatne wersje zamiast nieetycznie handlować danymi użytkowników na rynku reklamodawców.

W ostatnich dniach doszłam do wniosku, że może nadszedł czas, aby poza czerpaniem z tej wciąż bogatej różnorodności, oddać społeczności i organizacjom coś od siebie. Nie tylko brać, ale i dawać. W obliczu stale rosnącej dominacji wielkich korporacji ocierających się o monopol, projekty społecznościowe, non-profit oraz szanujące prywatność użytkowników zasługują na wsparcie. Uznałam, że powinnam odtąd co jakiś czas przekazywać dotacje na projekty open source, wolne oprogramowanie lub organizacje broniące prywatności, takie jak EFF lub lokalny, polski Panoptykon, któremu w ubiegłym roku zdecydowałam się przekazać 1% podatku. Niewykluczone, że w przyszłości także podejmę taką decyzję. W przypadku twórców oprogramowania dotacja byłaby jakąś formą zapłaty za pracę społeczności i jej efekty, z których obecnie chętnie i z przyjemnością korzystam. To chyba jedyny sposób utrzymywania się w przypadku programów, które nie są sprzedawane jako produkt a przy tym nie czynią produktu z użytkownika. Nie wykluczam też, że gdyby możliwe było całkowicie anonimowe (niewiążące osoby fizycznej z kontem w określonym serwisie) kupno niektórych płatnych wersji usług, zakupiłabym je.

To jest moje postanowienie noworoczne, moje bardziej wymierne zaangażowanie w walkę o prywatność. Sama niepoparta działaniem nadzieja, że ta jasna, etyczna strona kiedyś zwycięży w bezlitosnej wojnie o rynek, byłaby niepoprawną naiwnością. Druga strona dość dobitnie pokazuje, że to nie od wierności zasadom zależy zwycięstwo w tak nieczystej grze. Staram się jeszcze nie stracić nadziei i wiary w społeczność, w twórców i członków organizacji, ale także w ludzi o poglądach podobnych do mnie. W ludzi, którzy również zdecydowali się wesprzeć jakiś projekt albo to rozważają.
Może zaangażownie i wspólny wysiłek w końcu odniosą skutek. Nie jednorazowy cel, bo taki nie istnieje, ale kolejne kroki ku zmianom na lepsze. Chciałabym w to wierzyć i tego sobie w tym nowym roku życzę.

AKTUALIZACJA: Mniej więcej w tym samym czasie znalazałam listę przykładowych projektów lub organizacji, która może być dla mnie podpowiedzią i inspiracją.