Antyutopia i bezsilność
Ostatnio wiele razy zdarzało mi się słyszeć, że obecnie praktycznie żyjemy w cyberpunkowej antyutopii, gdzie bogiem jest pieniądz, władzę przejmują (a może nawet już przejęły?) bezduszne i nieetyczne korporacje, gdzie każdy nasz krok i każde działanie jest śledzone i analizowane. Podobne uwagi raczej nie nastrajają mnie optymistycznie, czasami mam wrażenie, że pozostaje tylko uznać, że ten świat zmierza coraz szybciej ku katastrofie i nie można zrobić nic, żeby temu zaradzić.
Nie wiem, czy istnieje jakiekolwiek wyjście - a może lepszym słowem będzie ucieczka? W takim razie dokąd? Mogę zrobić cokolwiek poza pogrążaniem się w ponurych przemyśleniach, uświadamiając sobie raz po raz własną bezsilność wobec koszmarnej rzeczywistości?
Jedyne co przychodzi mi do głowy to nie dokarmianie bestii. Niekorzystanie z niektórych produktów i usług, unikanie zwiększania zysków tych firm, nieprzyczynianie się do nich. Ale czy taki jednostkowy bojkot cokolwiek zmieni, jeśli będzie tylko pojedynczą kroplą w nieskończenie wielkim oceanie? To nawet nie zostanie zauważone, nie przyniesie żadnej mierzalnej straty. Ja nie dam im tego, czego chcą, ale i tak wezmą to sobie od miliona innych osób. Mogłabym tłumaczyć innym, dlaczego podejmuję takie decyzje, ale nie sądzę, że dzięki temu ktokolwiek pójdzie w moje ślady.
Zatem po prostu żyć własnym życiem, w sposób celowy i świadomy, tak, żeby móc bez obrzydzenia patrzeć w lustro? Przynajmniej pozostanę uczciwa wobec samej siebie. Tylko i aż tyle.
Może po prostu już dawno jest za późno i klęska jest nieunikniona.
Za władców tego świata uznali się sami
Spierają się o to, kto bardziej nie ma racji
Ja, ukryta w cieniu, piszę krwią i łzami
Własną kartę w kronice czasów emigracji
Rozszerzą wpływy, sycąc swoje chciwe żądze
Przywłaszczą sobie nasze myśli i nasze słowa
Zbiorą dusze, posortują, przeliczą na pieniądze
I na nich będą swoje imperium budować
Stracimy swoją przestrzeń w czasie kolejnych rozbiorów
Nie mając do ukrycia nic - oprócz nagości
Póki żyjemy, krew naszą będą spijać do oporu
Po śmierci jeszcze o szczątki będą grali w kości
Aprobata zbrodniczy podbój ten upraszcza
Nieświadomej tłuszczy można w twarz rzucić oskarżeniem
Ale prawdziwym wrogiem jest tej głodnej bestii paszcza
Kto nigdy nie wpadł w zasadzkę, niech pierwszy rzuci kamieniem
Ja też uciekam, z lękiem szukam wyrwy w murze,
Pewności, że nie dotrą do tej lepszej strony
Nie pogodzę się z tym i nie chcę żyć tu dłużej,
Kiedy odbiorą nam prawo do ochrony
Nie chcę słuchać, zaciskając pięści w bezsilności
O tym kto, kogo, komu i za ile sprzedał
Chwała wszystkim poległym w walce o wartości!
Szacunek dla tych, których groźbami złamać się nie da!
To starcie tytanów, ja przy nich jestem tylko szczurem,
Który zje zęby w walce z tak potężną siłą
Może przetrwam w podziemiu, w cieniu, gdzieś za swoim murem,
Ale patrząc wstecz, powiem sobie: WARTO BYŁO!

W ostatnim czasie często powracam do tego nienowego już utworu Closterkeller. Nawet kilka lat wcześniej, kiedy nie dręczyły mnie podobne przygnębiające myśli, za każdym razem słuchając tego, wyobrażałam sobie szary, ponury cyberpunkowy świat.