tag: wiersze

Rocznica urodzin Nikoli Tesli

W czasach błędów i wypaczeń, kiedy bawiłam się na pograniczu ezoteryki i teorii spiskowych, w pewnym momencie musiałam dotrzeć do teorii powiązanych z osobą Nikoli Tesli. Po lekturze kilku blogów i obejrzeniu opublikowanych w sieci filmów byłam skłonna uwierzyć w przynajmniej niektóre z historii dotyczących tego wynalazcy. Obecnie pamiętam kilka z nich.

  • Nikola Tesla miał podróżować świadomością poza fizyczny świat do światów równoległych, gdzie kontaktował się z duchowymi istotami.
  • Część jego wiedzy miała pochodzić od owych istot, pod koniec kariery i życia Tesli mówiono, że otrzymuje on informacje od kosmitów (co w jakimś stopniu wynalazca potwierdzał osobiście).
  • Oprócz tego miał doświadczać wizji (być może wiązało się to jakoś z realnym zjawiskiem synestezji oraz odmiennymi stanami świadomości - hipnotycznymi lub medytacyjnymi).
  • Według niektórych wersji był medium, kanałem, wykonawcą woli wyższych sił, narzędziem w ich rękach.
  • Rzekomo przewidział katastrofę Titanica i powstrzymał przed podróżą swojego przyjaciela, ratując w ten sposób jego życie.

Z pewnym zażenowaniem i rozbawieniem wspominam swoją fascynację tym człowiekiem nie ze względu na jego realne odkrycia i wynalazki, ale dlatego, że uznawałam go wówczas za mistrza okultyzmu, wtajemniczonego, mistyka powiązanego z nadprzyrodzonymi siłami, nad którymi panował. Któregoś roku, 10 lipca, z okazji rocznicy urodzin Nikoli Tesli napisałam wiersz na jego cześć - czy może raczej na cześć owej ezoterycznej wersji jego osoby.

Antyutopia i bezsilność

Ostatnio wiele razy zdarzało mi się słyszeć, że obecnie praktycznie żyjemy w cyberpunkowej antyutopii, gdzie bogiem jest pieniądz, władzę przejmują (a może nawet już przejęły?) bezduszne i nieetyczne korporacje, gdzie każdy nasz krok i każde działanie jest śledzone i analizowane. Podobne uwagi raczej nie nastrajają mnie optymistycznie, czasami mam wrażenie, że pozostaje tylko uznać, że ten świat zmierza coraz szybciej ku katastrofie i nie można zrobić nic, żeby temu zaradzić.

Hymn do Pana - parafraza, której (jeszcze) nie planowałam

2019-12-10

Miałam w życiu okres, kiedy namiętnie czytałam literaturę okultystyczną i satanistyczną w nadziei na to, że pośród setek rozmaitych teorii odnajdę niewielkie ziarno prawdy i odkryję istnienie czegoś nadprzyrodzonego. W moje ręce wpadła między innymi twórczość Aleistera Crowleya, rzekomo maga a na pewno członka jednego z okultystycznych zakonów i założyciela kolejnego. Z przyczyn dla mnie samej nie do końca jasnych wyjątkowo spodobał mi się Hymn do Pana. Wielokrotnie podejmowałam próby napisania własnej jego wersji, ostateczne efekty nie do końca mnie zadowoliły.

Niech żyje duch poezji

Kolejny wiersz, napisany jakiś czas później, na początku 2010 roku, również inspirowany czymś, co omawiane było na lekcji języka polskiego. Tym razem źródłem natchnienia stał się wiersz Kazimierza Przerwy-Tetmajera Evviva l’arte! w połączeniu z dziwnymi stanami emocjonalnymi, które w tamtym okresie dość często mi towarzyszyły - i może z małą domieszką Stowarzyszenia Umarłych Poetów. Tak powstała moja własna jego wersja.


Wy także to znacie

Gdy w niebo spojrzę, czasem dziwny smutek mnie ogarnie
I głód czuję i jednocześnie przy tym wiem, że żyję
Jestem jak kwiat, tak bliski tego, by zmarnieć
Ale brak tego uczucia jeszcze prędzej mnie zabije

Czy można tak bardzo zatopić się w przestrzeni,
Aby wylać łez morze, a płakać - radością?
Odpowiedzi mam czekać od poetów zmarłych cieni?
Patrzę na świat waszym wzrokiem i waszą miłością

Piszecie, że niebo kochacie, a ja kocham burzę,
Która jest jego częścią, wy deszcz miłujecie,
Który jest burzy następstwem... Niebo jest za duże,
By je wzrokiem ogarnąć, więc jak je sercem ogarniecie?

Kochacie kwiat na drzewie, a gdy on przekwitnie,
Pozostaną kolce, które ja do serca tulę
W waszej pamięci on nadal żyje aksamitnie,
A ja do czarnego drzewa chcę, a nie potrafię mówić czule

Dajcie mi wasze słowa, by za mną świadczyły,
Dajcie słowa, którymi wy to wszystko nazywacie
Nie pierwsza to czuję, powiedzcie zza mogiły,
Że wy także już od dawna to znacie

Bo przeciw wam także spiskował cały świat,
Pragnąć z waszym wewnętrznym pojednać się światem
Za jego głosem szliście, każdy z was był rad,
Nie myśląc, że w oczach innych może być wariatem

Stój! Dokąd idziesz? Tu nie ma niczego
Lepiej planowaniem zajmij się przyszłego losu!
A ja wolę iść za głosem serca mego!
Głupcze, czy nie słyszysz, że żadnego nie ma głosu?

Niech drwią ze mnie tam, w pustym świecie swoim
Mogę zamilknąć, bo nie chcę z wami dłużej gadać
Żadne prawo nie nakaże mi, że wrogom moim
Muszę z mojej miłości się spowiadać

Mogę z serca jak z ziemi wyrosnąć trawą
Mogę upić się błękitem odbitym w rosie
Bądź jednocześnie sensem życia i zabawą
I wołaj, krzycz we mnie, mojej duszy głosie!

Krzyczcie, poeci we mnie, moimi ustami,
Bo ja słów dobrych nie znam i nikt mi nie wierzy
Z trwogą, drżąca, klękam przed wami,
Bo cześć i chwała wam się należy!

Upadam przed wami na kolana
Każdy w mym sercu jest jak dobry przyjaciel,
Bo nie ja pierwsza jestem opętana
I sama nie jestem, wy także to znacie


PS. Dopiero ostatnio dowiedziałam się, że powieść powstała na podstawie filmu, wcześniej długo byłam przekonana, iż było odwrotnie.

Nitrogliceryna czyli sukkub i chimera

Natchnieniem dla tego wiersza, napisanego w 2009 roku, był obraz Jacka Malczewskiego Artysta i Chimera, zamieszczony w podręczniku języka polskiego jako ilustracja do tematów związanych ze sztuką Młodej Polski. W tym momencie nie potrafiłabym sobie przypomnieć, jaka została nam wtedy przedstawiona właściwa jego interpretacja. Ja praktycznie natychmiast stworzyłam całą historię o demonie, czymś w rodzaju sukkuba, którego misją było karanie i psychiczne dręczenie niewiernych mężczyzn. Demon ów miał ukazywać się swoim ofiarom w postaci pięknej kobiety, w swojej naturalnej formie miał dodatkowo błoniaste skrzydła, pokryty łuską ogon i gadzie łapy zamiast stóp, przy czym niezależnie od postaci był niezniszczalny a w jego żyłach płynęła nitrogliceryna. Sama nie wiem dlaczego akurat tak przyszło mi do głowy.

ORME i moje marzenia o Kamieniu Filozoficznym

2019-07-26

Pod koniec gimnazjum (2008) zainteresowałam się alchemią. Muszę wyznać, teraz z lekkim wstydem i zażenowaniem, że stosunkowo szybko zwyczajne historyczne zainteresowanie związane z moją dziedziną doprowadziło mnie na trop rozmaitych teorii spiskowych - a mój umysł w owym czasie okazał się na takowe bardzo podatny. Szczególnie wciągnęłam się w teorię związaną z “metalami w stanie M”, zwanymi ormusem lub ORME (od Orbitally Rearranged Monoatomic Elements), które ich odkrywca, David Hudson, określił jako prawdziwy, wreszcie odnaleziony Kamień Filozoficzny. Wokół owej substancji narosło wiele mitów, wiązano ją z biblijną manną - stąd Arka Przymierza, w której przechowywano próbki, rzekomo śmiertelnie raziła prądem osoby, które za bardzo się zbliżyły, metaliczny proszek bowiem miał być nadprzewodnikiem - a także z Drzewem Życia, Świętą Geometrią oraz sekretnym źródłem nieśmiertelności egipskich faraonów. Z jakiegoś powodu do tych teorii podpięto jeszcze piramidy i przypisywaną im energię, pamiętam też, że na ezoterycznych forach ktoś wspominał, jakoby w trumnach faraonów archeolodzy znajdowali zamiast ciał pewne ilości białego lekkiego proszku. Sam Hudson podczas jednego z przemówień stwierdził, że indyjski guru Sai Baba swoje nadprzyrodzone zdolności zawdzięczał nasyceniu ciała ormusem i to właśnie on materializował się jako wibhuti, święty popiół, który guru prezentował swoim wyznawcom.

Poezja i digitalizacja

2019-07-15

Nieoczekiwanie z dnia na dzień postanowiłam w końcu zrobić porządek ze swoimi dawnymi wierszami.

Sytuacja wygądała tak, że pisać zaczęłam na początku gimnazjum. Od tamtego czasu do co najmniej połowy studiów jednyną formą, w jakiej owa amatorska twórczość była przechowywana, były kartki, głównie dziurkowane, które wpinałam do segregatora. Dwa albo trzy razy w życiu zdarzyło mi się przepisać coś na komputerze i ewentualnie wydrukować, było to wówczas, kiedy miałam oddać pracę na szkolny konkurs literacki. Poza tym uparcie trzymałam się tradycyjnej papierowej wersji. Było to dla mnie bardziej naturalne i praktyczne, natchnienie przychodziło do mnie w losowych momentach (oraz miejscach!) i łatwiej było wówczas o kawałek kartki i długopis albo ołówek niż komputer - poza tym dużo wygodniej i szybciej pisze mi się ręcznie niż na klawiaturze. Zmiana nawyków przyszła dopiero w ostatnim czasie, kiedy zdarzało mi się pisać coś na forach albo dla znajomych. Przepisywanie było wówczas nieuniknione. Miałam też okres w życiu, przypadający na część trzeciego i czwartego roku studiów, kiedy pisałam pamiętnik, od początku do końca w edytorze tekstu, akurat w tamtym przypadku nano.