tag: alchemia

ORME i moje marzenia o Kamieniu Filozoficznym

2019-07-26

Pod koniec gimnazjum (2008) zainteresowałam się alchemią. Muszę wyznać, teraz z lekkim wstydem i zażenowaniem, że stosunkowo szybko zwyczajne historyczne zainteresowanie związane z moją dziedziną doprowadziło mnie na trop rozmaitych teorii spiskowych - a mój umysł w owym czasie okazał się na takowe bardzo podatny. Szczególnie wciągnęłam się w teorię związaną z “metalami w stanie M”, zwanymi ormusem lub ORME (od Orbitally Rearranged Monoatomic Elements), które ich odkrywca, David Hudson, określił jako prawdziwy, wreszcie odnaleziony Kamień Filozoficzny. Wokół owej substancji narosło wiele mitów, wiązano ją z biblijną manną - stąd Arka Przymierza, w której przechowywano próbki, rzekomo śmiertelnie raziła prądem osoby, które za bardzo się zbliżyły, metaliczny proszek bowiem miał być nadprzewodnikiem - a także z Drzewem Życia, Świętą Geometrią oraz sekretnym źródłem nieśmiertelności egipskich faraonów. Z jakiegoś powodu do tych teorii podpięto jeszcze piramidy i przypisywaną im energię, pamiętam też, że na ezoterycznych forach ktoś wspominał, jakoby w trumnach faraonów archeolodzy znajdowali zamiast ciał pewne ilości białego lekkiego proszku. Sam Hudson podczas jednego z przemówień stwierdził, że indyjski guru Sai Baba swoje nadprzyrodzone zdolności zawdzięczał nasyceniu ciała ormusem i to właśnie on materializował się jako wibhuti, święty popiół, który guru prezentował swoim wyznawcom.