Jak kiedyś tu wspomniałam, miałam w życiu kilka okresów, kiedy z różnym zaangażowaniem i determinacją eksperymentowałam z praktykami ezoterycznymi. Moim głównym celem była weryfikacja, ile prawdy kryje się w różnych teoriach i systemach wierzeń - a jeśli rzeczywiście coś miałoby w tym być, zamierzałam spróbować rozwinąć jakieś paranormalne zdolności. Cóż, pomarzyć zawsze wolno…
Ostatni taki okres w moim życiu przypadł na czas studiów i zakończył się całkowitym odrzuceniem wiary w rzeczy nadprzyrodzone. Na koniec, jakby na podsumowanie mojego długiego eksperymentu, zafundowałam sobie krótki kurs Metody Silvy na poziomie podstawowym.
W czasach błędów i wypaczeń, kiedy bawiłam się na pograniczu ezoteryki i teorii spiskowych, w pewnym momencie musiałam dotrzeć do teorii powiązanych z osobą Nikoli Tesli. Po lekturze kilku blogów i obejrzeniu opublikowanych w sieci filmów byłam skłonna uwierzyć w przynajmniej niektóre z historii dotyczących tego wynalazcy. Obecnie pamiętam kilka z nich.
- Nikola Tesla miał podróżować świadomością poza fizyczny świat do światów równoległych, gdzie kontaktował się z duchowymi istotami.
- Część jego wiedzy miała pochodzić od owych istot, pod koniec kariery i życia Tesli mówiono, że otrzymuje on informacje od kosmitów (co w jakimś stopniu wynalazca potwierdzał osobiście).
- Oprócz tego miał doświadczać wizji (być może wiązało się to jakoś z realnym zjawiskiem synestezji oraz odmiennymi stanami świadomości - hipnotycznymi lub medytacyjnymi).
- Według niektórych wersji był medium, kanałem, wykonawcą woli wyższych sił, narzędziem w ich rękach.
- Rzekomo przewidział katastrofę Titanica i powstrzymał przed podróżą swojego przyjaciela, ratując w ten sposób jego życie.
Z pewnym zażenowaniem i rozbawieniem wspominam swoją fascynację tym człowiekiem nie ze względu na jego realne odkrycia i wynalazki, ale dlatego, że uznawałam go wówczas za mistrza okultyzmu, wtajemniczonego, mistyka powiązanego z nadprzyrodzonymi siłami, nad którymi panował. Któregoś roku, 10 lipca, z okazji rocznicy urodzin Nikoli Tesli napisałam wiersz na jego cześć - czy może raczej na cześć owej ezoterycznej wersji jego osoby.
Miałam w życiu okres, kiedy namiętnie czytałam literaturę okultystyczną i satanistyczną w nadziei na to, że pośród setek rozmaitych teorii odnajdę niewielkie ziarno prawdy i odkryję istnienie czegoś nadprzyrodzonego. W moje ręce wpadła między innymi twórczość Aleistera Crowleya, rzekomo maga a na pewno członka jednego z okultystycznych zakonów i założyciela kolejnego. Z przyczyn dla mnie samej nie do końca jasnych wyjątkowo spodobał mi się Hymn do Pana. Wielokrotnie podejmowałam próby napisania własnej jego wersji, ostateczne efekty nie do końca mnie zadowoliły.