tag: lekcjepolskiego

Niech żyje duch poezji

Kolejny wiersz, napisany jakiś czas później, na początku 2010 roku, również inspirowany czymś, co omawiane było na lekcji języka polskiego. Tym razem źródłem natchnienia stał się wiersz Kazimierza Przerwy-Tetmajera Evviva l’arte! w połączeniu z dziwnymi stanami emocjonalnymi, które w tamtym okresie dość często mi towarzyszyły - i może z małą domieszką Stowarzyszenia Umarłych Poetów. Tak powstała moja własna jego wersja.


Wy także to znacie

Gdy w niebo spojrzę, czasem dziwny smutek mnie ogarnie
I głód czuję i jednocześnie przy tym wiem, że żyję
Jestem jak kwiat, tak bliski tego, by zmarnieć
Ale brak tego uczucia jeszcze prędzej mnie zabije

Czy można tak bardzo zatopić się w przestrzeni,
Aby wylać łez morze, a płakać - radością?
Odpowiedzi mam czekać od poetów zmarłych cieni?
Patrzę na świat waszym wzrokiem i waszą miłością

Piszecie, że niebo kochacie, a ja kocham burzę,
Która jest jego częścią, wy deszcz miłujecie,
Który jest burzy następstwem... Niebo jest za duże,
By je wzrokiem ogarnąć, więc jak je sercem ogarniecie?

Kochacie kwiat na drzewie, a gdy on przekwitnie,
Pozostaną kolce, które ja do serca tulę
W waszej pamięci on nadal żyje aksamitnie,
A ja do czarnego drzewa chcę, a nie potrafię mówić czule

Dajcie mi wasze słowa, by za mną świadczyły,
Dajcie słowa, którymi wy to wszystko nazywacie
Nie pierwsza to czuję, powiedzcie zza mogiły,
Że wy także już od dawna to znacie

Bo przeciw wam także spiskował cały świat,
Pragnąć z waszym wewnętrznym pojednać się światem
Za jego głosem szliście, każdy z was był rad,
Nie myśląc, że w oczach innych może być wariatem

Stój! Dokąd idziesz? Tu nie ma niczego
Lepiej planowaniem zajmij się przyszłego losu!
A ja wolę iść za głosem serca mego!
Głupcze, czy nie słyszysz, że żadnego nie ma głosu?

Niech drwią ze mnie tam, w pustym świecie swoim
Mogę zamilknąć, bo nie chcę z wami dłużej gadać
Żadne prawo nie nakaże mi, że wrogom moim
Muszę z mojej miłości się spowiadać

Mogę z serca jak z ziemi wyrosnąć trawą
Mogę upić się błękitem odbitym w rosie
Bądź jednocześnie sensem życia i zabawą
I wołaj, krzycz we mnie, mojej duszy głosie!

Krzyczcie, poeci we mnie, moimi ustami,
Bo ja słów dobrych nie znam i nikt mi nie wierzy
Z trwogą, drżąca, klękam przed wami,
Bo cześć i chwała wam się należy!

Upadam przed wami na kolana
Każdy w mym sercu jest jak dobry przyjaciel,
Bo nie ja pierwsza jestem opętana
I sama nie jestem, wy także to znacie


PS. Dopiero ostatnio dowiedziałam się, że powieść powstała na podstawie filmu, wcześniej długo byłam przekonana, iż było odwrotnie.

Nitrogliceryna czyli sukkub i chimera

Natchnieniem dla tego wiersza, napisanego w 2009 roku, był obraz Jacka Malczewskiego Artysta i Chimera, zamieszczony w podręczniku języka polskiego jako ilustracja do tematów związanych ze sztuką Młodej Polski. W tym momencie nie potrafiłabym sobie przypomnieć, jaka została nam wtedy przedstawiona właściwa jego interpretacja. Ja praktycznie natychmiast stworzyłam całą historię o demonie, czymś w rodzaju sukkuba, którego misją było karanie i psychiczne dręczenie niewiernych mężczyzn. Demon ów miał ukazywać się swoim ofiarom w postaci pięknej kobiety, w swojej naturalnej formie miał dodatkowo błoniaste skrzydła, pokryty łuską ogon i gadzie łapy zamiast stóp, przy czym niezależnie od postaci był niezniszczalny a w jego żyłach płynęła nitrogliceryna. Sama nie wiem dlaczego akurat tak przyszło mi do głowy.