Poezja i digitalizacja
Nieoczekiwanie z dnia na dzień postanowiłam w końcu zrobić porządek ze swoimi dawnymi wierszami.
Sytuacja wygądała tak, że pisać zaczęłam na początku gimnazjum. Od tamtego czasu do co najmniej połowy studiów jednyną formą, w jakiej owa amatorska twórczość była przechowywana, były kartki, głównie dziurkowane, które wpinałam do segregatora. Dwa albo trzy razy w życiu zdarzyło mi się przepisać coś na komputerze i ewentualnie wydrukować, było to wówczas, kiedy miałam oddać pracę na szkolny konkurs literacki. Poza tym uparcie trzymałam się tradycyjnej papierowej wersji. Było to dla mnie bardziej naturalne i praktyczne, natchnienie przychodziło do mnie w losowych momentach (oraz miejscach!) i łatwiej było wówczas o kawałek kartki i długopis albo ołówek niż komputer - poza tym dużo wygodniej i szybciej pisze mi się ręcznie niż na klawiaturze. Zmiana nawyków przyszła dopiero w ostatnim czasie, kiedy zdarzało mi się pisać coś na forach albo dla znajomych. Przepisywanie było wówczas nieuniknione. Miałam też okres w życiu, przypadający na część trzeciego i czwartego roku studiów, kiedy pisałam pamiętnik, od początku do końca w edytorze tekstu, akurat w tamtym przypadku nano.
Obecnie impulsem dla mnie stała się myśl, że po pierwsze, tonę w makulaturze, kartkach, karteczkach i notatkach, po drugie - nie mam kontroli nad tym, co i dla kogo może stać się dostępne. Wystarczy, że ktoś z bliższej lub dalszej rodziny wejdzie do pokoju, odruchowo złapie kartkę, przejrzy ją, może w duchu zacznie się ze mnie śmiać - a ja przeżyję nieprzyjemną chwilę zażenowania. I jak tu tłumaczyć się z czegoś, co pisałam lata temu, w kontekście ówczesnych wydarzeń w moim życiu i związanych z nimi emocji? Zwłaszcza, że to był w większości etap, kiedy moja osobowość praktycznie powstawała!
Mijają trzy dni, odkąd pomysł digitalizacji mojej starej twórczości pierwszy raz się pojawił. Część pracy mam za sobą, ale pozostało sporo do zrobienia. Sama jestem zaskoczona, ile tego wszystkiego powstało - z drugiej strony to jednak był spory kawałek życia… W większości przypadków planuję po prostu swoje młodzieńcze poetyckie eksperymenty przepisać, połączyć w uporządkowane zbiory i starannie ukryć (błogosławione niech będą klucze GPG, to naprawdę wspaniała rzecz!), część jednak prawdopodobnie zdecyduję się tu opublikować. Papierowe oryginały dla bezpieczeństwa będą systematycznie niszczone. Ostrożności nigdy za wiele.
Podejrzewam, że tutaj pojawi się tylko mała cząstka całego tego zbioru. Większość byłaby i tak praktycznie niezrozumiała po wyrwaniu z kontekstu, część opisuje nieprzyjemne, negatywne emocje i wiąże się z niemiłymi dla mnie wspomnieniami, spora część wreszcie stanowi zbiór niejasnych aluzji i metafor, będących rodzajem mojego własnego hermetycznego szyfru, języka symboli mającego znaczenie jedynie dla mnie - Austin Osman Spare być może byłby ze mnie dumny, gdyby żył w obecnych czasach.