Prywatność w praktyce - aktualizacja

Przy okazji tworzenia drugiego wpisu o degoogle zdałam sobie sprawę, że od pozbycia się Google z mojego życia trochę czasu upłynęło. W pierwszym wpisie wspominałam o tym, że jeszcze inne korporacje w niewielkim stopniu w moim życiu pozostały, nawet jeśli nie wszystkie wymieniłam wtedy z nazwy. A dwa i pół roku to wystarczająco dużo czasu, żeby wprowadzić w życie kolejne zmiany. Niektóre podyktowane troską o prywatność, inne z powodów bardziej etycznych i filozoficznych.

Jeśli dobrze pamiętam, najwcześniej, między zimą a wiosną 2020 roku, usunęłam konto PayPal. Jakoś coraz bardziej przeszkadzała mi świadomość, że dodatkowy, zbędny podmiot gromadzi dane o moich transakcjach. Kolejny z mojego życia wyleciał Reddit, kiedy zirytował mnie ciągłymi politycznymi wojenkami i łatwością z jaką traciłam kontrolę nad marnowanym tam czasem. W tym przypadku konto usunęłam jakoś pod koniec 2020 roku. Nie powstrzymało mnie to jednak przed biernym przeglądaniem serwisu przez jeszcze prawie rok. Ostatecznie we wrześniu 2021 pozbyłam się tego przykrego nałogu, kiedy toksyczność niektórych społeczności i mentalność zwaśnionych plemion przekroczyły moją granicę wytrzymałości. Bardzo nie chciałabym tu (nad)używać modnego obecnie w mediach słowa polaryzacja. W każdym razie z Reddita zrezygnowałam przede wszystkim ze względu na swoje zdrowie psychiczne. Zwyczajnie miałam dosyć naprzemiennego wpędzania się w bezsilny gniew albo depresyjną rezygnację.

W tym roku usunęłam (praktycznie puste) konto na GitHubie, głównie ze względów etycznych, po sprawie z ich programem Copilot i kontrowersjach dotyczących licencji hostowanego w serwisie, wykorzystywanego przy tym kodu. Razem z tym poleciało też bardzo krótko posiadane konto w serwisie Replit, który ma w swojej historii własne brudne sprawki, pod którymi za nic nie chciałabym się podpisywać. Niedługo po tym, stosunkowo niedawno, pozbyłam się również konta w AliExpress. Postanowiłam, że nie będę w żaden sposób wspierać chińskiej korporacji, według obowiązujących tam zasad mającej powiązania z ich totalitarnym, ludobójczym rządem.

Tym sposobem jedyną typowo korporacyjną usługą, z której nadal korzystam, pozostał LinkedIn. Na razie nadal nie mam odwagi, żeby zlikwidować tam konto i łudzę się, że obecność tam może pomóc mi w rozwoju zawodowym. Może kiedyś zdołam uwolnić się także od tego przeświadczenia. Nie wiem też, czy do takiej kategorii powinnam zaliczyć Steama, z którego korzystam od 2015 roku. Obecnie uznaję, że zbiór gier jest rzeczą raczej niezbyt szkodliwą. Lekko niepokoi mnie tylko myśl, że zakupione tam gry nigdy nie będą faktycznie moje i utrata konta pozbawiłaby mnie wszystkiego. Pierwsza zasada - nie ufać i nie polegać na niczym czego się faktycznie fizycznie nie posiada.

Widzę, że z upływem czasu kwestie techniczne coraz bardziej przenikają się z moim systemem wartości, praktyczne rozwiązania z filozofią i podejściem do życia. Wielokrotnie mówiłam, że niektóre działania i dokonywane wybory automatycznie pociągają za sobą jakieś deklaracje. I mówię to jako osoba, która stara się usilnie walczyć z robieniem ze wszystkiego polityki.