DeGoogle: Brak alternatyw i nadziei

Odkąd pisałam o usunięciu Google ze swojego życia minęło trochę czasu. Od tamtego momentu mój dość niskobudżetowy telefon zdążył się zestarzeć i przestał poprawnie działać. Pod koniec 2021 roku zwyczajnie nie miałam wyboru i musiałam nabyć nowy.
I tu pojawił się problem – musiałam znaleźć model, który spełniałby wszystkie moje wymagania.

  • miejsce na dwie karty SIM, ponieważ w ostatnich latach stałam się mocno zależna od układu dwóch osobnych kart, do funkcji telefonu i do internetu
  • czytnik NFC, ponieważ mój model Yubikey to wspiera a nie miałam wcześniej możliwości używania go z telefonu
  • niezbyt duży rozmiar, żeby dało się nosić go w przynajmniej niektórych kieszeniach (Swoją drogą po jakie licho kolejne modele telefonów są coraz większe? Jeśli chcę mieć do czegoś duży ekran, korzystam z komputera.)
  • i oczywiście najważniejsze – względnie łatwy do odblokowania bootloader

…bo przecież nie będę używać fabrycznego systemu mocno zintegrowanego z usługami Google.

I w takich momentach, nie bez irytacji, myślę o absurdalnej sytuacji na rynku telefonów komórkowych. Doszło do tego, że obecnie nie ma zbyt wielkiego wyboru. Można po prostu wybrać mniejsze zło z duopolu wielkich korporacji, które praktycznie całkowicie zdominowały tę branżę. Zwolennicy każdej ze stron mogą pewnie przytoczyć argumenty, że to ich wybór jest tym lepszym. W rzeczywistości oba przypadki sprowadzają się do tego, że wielka amerykańska firma ma uprawnienia administratora na urządzeniu klienta i może zdalnie na nie wpływać. Można w tym momencie zastanowić się, czy nabywca faktycznie jest właścicielem urządzenia które zakupił, najczęściej za niemałe pieniądze…

Obracam się w takiej bańce informacyjnej, że wiem o istnieniu smartfonów z Linuksem albo innymi niszowymi systemami, słyszałam nazwy takie jak Librem, Fairphone i PinePhone. Tylko w rzeczywistości te urządzenia albo nie pojawiły się w postaci gotowej do kupna i użytkowania, albo nie do końca spełniają funkcje jakich konsumenci oczekują po smartfonach. W społecznościach entuzjastów nieraz słyszałam opinię, że to raczej taka ciekawostka, zabawka dla deweloperów i hobbystów do eksperymentów a nie urządzenie do korzystania z niego na co dzień. Nie wiem, ile czasu upłynie zanim pojawi się na rynku faktycznie gotowy, dopracowany produkt do łatwego użytku dla masowego klienta.

Zostaje zatem odblokowanie bootloadera i szukanie alternatywnego systemu do zainstalowania. To może powinien być nawet piąty warunek we wcześniejszej liście. Potrzebna jest wspierana wersja alternatywnego systemu na dany model telefonu.
Nawet w społecznościach użytkowników Linuxa, które już są małym odsetkiem społeczeństwa, (o czym dzięki mojej bańce informacyjnej jakoś zdążyłam zapomnieć) jeszcze mniejszy odsetek używa modyfikowanych telefonów. Proces jest odczuwalnie trudniejszy – a przynajmniej znacznie mniej wygodny – niż, obecnie łatwe, instalowanie większości dystrybucji Linuxa na komputerze. Na powodzenie operacji może wpływać wiele czynników i dużo łatwiej o to, żeby coś poszło nie tak.
Ja osobiście nie posiadam potrzebnej do tego wiedzy, za jednym i drugim razem korzystałam z pomocy osoby bardziej doświadczonej. Pamiętam, że dawniej, zanim rozwinęłam paranoiczne podejście do prywatności, zdołałam odblokować swój ówczesny telefon, ustawić dual boot i zainstalować Ubuntu Touch obok Androida po prostu kopiując z sieci instrukcje, których nawet nie rozumiałam. Po latach powiedziano mi, że miałam spore szczęście, bo to akurat był model wygodny dla deweloperów, który stawiał mały opór przy eksperymentowaniu z nim.

I jak wobec tego wszystkiego można oczekiwać, że zwykły użytkownik w imię prywatności przejdzie przez taki uciążliwy, zależny od losowych czynników proces?! Kiedy zdarza mi się tłumaczyć bliskim kwestie techniczne związane z prywatnością i przekonywać ich do lepszych praktyk, tematu systemu na smartfonach nawet nie poruszam. Wiem, że to jest nie do przeskoczenia.

Sytuacja ta wydaje mi się bardzo niesprawiedliwa. Nie podoba mi się, że większość społeczeństwa nawet nie ma możliwości uwolnienia się od zbierających dane, upadłych moralnie korporacji. Nie podoba mi się, że bycie szpiegowanym jest teraz opcją domyślną i nie da się w równie łatwy sposób pozyskać szanującej konsumenta sensownej alternatywy. Pozostaje tylko wybranie swojego oprawcy – albo niekoniecznie prowadzące do sukcesu próby zmodyfikowania telefonu, które mogą albo go zepsuć, albo z dużym prawdopodobieństwem unieważnić gwarancję. Nie mogę obwiniać przeciętnego użytkownika, że nie spróbuje takiego ryzyka podjąć.
Chociaż w tych czasach pewien poziom znajomości komputerów i internetu jest praktycznie konieczny do codziennego funkcjonowania w społeczeństwie, nie można oczekiwać, że każdy stanie się informatycznym specem. I nie wszyscy mogą sobie pozwolić na poświęcanie swoim urządzeniom i oprogramowaniu mnóstwa czasu i wysiłku.

Kogo można winić za obecny stan? Korporacje z ich modelem biznesowym opartym na reklamach, manipulacji i pozyskiwaniu wszelkich możliwych danych? Rządy nie próbujące walczyć z praktykami monopolistycznymi? Apatyczne społeczeństwo, które w większości nie domaga się zmian, idzie na łatwiznę i biernie przyjmuje wszystko co dostanie? Mityczny Wolny Rynek, który tak właśnie sam się uregulował? Wszystkie strony po trochu, niekoniecznie po równo?

Nie widzę w najbliższej przyszłości nadziei na pozytywne zmiany w tych kwestiach. Pozostaje mi tylko staranne dobieranie przyszłych telefonów i instalowanie alternatywnych systemów. Liczę na to, że taka możliwość zawsze będzie istniała.