ORME i moje marzenia o Kamieniu Filozoficznym
Pod koniec gimnazjum (2008) zainteresowałam się alchemią. Muszę wyznać, teraz z lekkim wstydem i zażenowaniem, że stosunkowo szybko zwyczajne historyczne zainteresowanie związane z moją dziedziną doprowadziło mnie na trop rozmaitych teorii spiskowych - a mój umysł w owym czasie okazał się na takowe bardzo podatny. Szczególnie wciągnęłam się w teorię związaną z “metalami w stanie M”, zwanymi ormusem lub ORME (od Orbitally Rearranged Monoatomic Elements), które ich odkrywca, David Hudson, określił jako prawdziwy, wreszcie odnaleziony Kamień Filozoficzny. Wokół owej substancji narosło wiele mitów, wiązano ją z biblijną manną - stąd Arka Przymierza, w której przechowywano próbki, rzekomo śmiertelnie raziła prądem osoby, które za bardzo się zbliżyły, metaliczny proszek bowiem miał być nadprzewodnikiem - a także z Drzewem Życia, Świętą Geometrią oraz sekretnym źródłem nieśmiertelności egipskich faraonów. Z jakiegoś powodu do tych teorii podpięto jeszcze piramidy i przypisywaną im energię, pamiętam też, że na ezoterycznych forach ktoś wspominał, jakoby w trumnach faraonów archeolodzy znajdowali zamiast ciał pewne ilości białego lekkiego proszku. Sam Hudson podczas jednego z przemówień stwierdził, że indyjski guru Sai Baba swoje nadprzyrodzone zdolności zawdzięczał nasyceniu ciała ormusem i to właśnie on materializował się jako wibhuti, święty popiół, który guru prezentował swoim wyznawcom.
Zgromadzeni na ezoterycznych forach czy też wokół związanych z tym tematem stron internetowych i blogów, domorośli okultyści wierzyli, że złoto w stanie M po spożyciu zapewni adeptowi zdolności jasnowidzenia i telepatii, przedłuży jego życie (w nawiązaniu do Księgi Rodzaju, według której pierwsi ludzie dożywali setek, czasami niemal tysiąca lat), a po drodze wyleczy wszystkie choroby, doprowadzając organizm do idealnego “pierwotnego stanu”. Ideę cudownego leku, pomagającego na wszystko włącznie (szczególnie!) z nowotworami, podchwycił biznes medycyny alternatywnej, wiem, że jeszcze kilka lat temu dostępnych było naprawdę wiele produktów, możliwe, że w chwili obecnej niewiele się w tej kwestii zmieniło. Przyznaję z pewną niechęcią - i jeszcze większym wstydem - iż sama przetestowałam na sobie takie podejrzane mieszanki zamówione w internecie, konkretnie produkty sprzedawane pod nazwami MUFKUTZ i Aurum Solis. Wiem, że ten pierwszy zawierał w sobie duże ilości wodorotlenku magnezu, składu drugiego nawet nie próbowałabym zgadywać. Miałam przynajmniej tyle zdrowego rozsądku, żeby nie iść zalecaną przez Hudsona drogą czterdziestodniowego postu, podczas którego żywiłabym się jedynie tym proszkiem. Nie zaszkodziło mi to w żaden sposób, nie przyniosło też korzyści, o których entuzjastycznie zapewniali sprzedawcy. Jasnowidzem ani telepatką jak nie byłam, tak nadal nie jestem.
Oczywiście na ezoterycznych forach występowała także druga, mniej liczna frakcja w najlepszym razie uznająca ormus za mistyfikację, w najgorszym za podesłaną przez różnie określane mroczne siły pokusę, mającą obietnicą łatwego sukcesu odwodzić adeptów od uczciwej pracy nad samorozwojem i/lub sprowadzić na nich zgubę. W ciągu tych kilku lat pomiędzy przypadkowym natknięciem się na temat a moim pierwszym bliskim kontaktem z próbkami rzekomo zawierającymi magiczne złoto, zdążyłam przeczytać wiele bardziej lub mniej nieprawdopodobnych historii, które jakoby przytrafiły się użytkownikom tych forów.
Tak, chciałam, bardzo chciałam, żeby i mnie przydarzyło się coś nadprzyrodzonego. Marzyłam o nieśmiertelności i wiecznej młodości, chociaż nawet wtedy mocno przytłumiony rozsądek podpowiadał mi, że to nierealne, fantazjowałam o nadludzkich zdolnościach jakie może mi dać ów przywrócony światu Kamień Filozoficzny. Jak przeczytałam kiedyś w Mieczu Prawdy Terry’ego Goodkinda, ludzie są głupcami, którzy wierzą, że to czego pragną i to, czego się boją jest prawdą.
Wiersz, który napisałam latem 2008 roku, tuż przed zakończeniem gimnazjum i przy początkach mojej podróży przez teorie spiskowe, nawiązujący zarówno do metali w stanie M, jak i historycznych alchemików, którzy opanowani pragnieniem zyskania wiedzy, nieśmiertelności, czasem także bardziej przyziemnego bogactwa, wielokrotnie ginęli w eksplozjach w swoich laboratoriach albo wskutek testowania na sobie uzyskiwanych w nich substancji.
Czy jesteś Gwiezdnym Ogniem, co na ziemię spłynął? Czy zjawiłeś się, by rozbitą znów połączyć całość? Czy ta chwila jest właśnie twą godziną, Gdy istoty wszystkie mają osiągnąć doskonałość? Czy jesteś tym, o którym wszyscy tak marzyli, Kamieniem Filozofów w pełni swojej mocy, Do którego odkrycia wytrwale dążyli, By posiąść potęgę przy jego pomocy? Czy jesteś Drzewa Życia rozproszonym ziarnem, Które może sprawić, że mój czas nie przeminie? Ja cię umysłem swym nie ogarnę Co To Jest - tak brzmi twoje imię Do pierwotnego stanu możesz nas sprowadzić, Ale co to ma tak właściwie znaczyć? Dlaczego ktoś mówił, że masz nas zdradzić? Czy dane mu było dzieła twe zobaczyć? Zdradzałeś nas wiele razy przed wiekami, Kiedy najwierniejsi ciągle cię szukali Co muszą poświęcić, nie wiedzieli sami, Gdy od ognia albo od trucizny umierali Czy teraz już nadszedł właściwy czas, Kiedy ten, kto ci zaufa, nie zginie? Nie wiem, czy naprawdę na lepsze zmienisz nas Co To Jest - to właśnie twoje imięCzy droga na skróty może być drogą jedyną? Czy naprawdę prowadzi do oświecenia? Mam nią iść czterdzieści dni, a gdy one przeminą, Ujrzę, jak moc twoja mnie przemienia? Więc czemu mówią, że to droga do przepaści prowadząca? Czy z twej przyczyny złączymy się z ciemnością? Przeniknij mnie, przeniknij do końca! To jest przeznaczenie, byśmy stali się jednością Skoro wszystkie drogi mnie do ciebie prowadziły, Czy oznacza to, że od dawna byłeś przy mnie? Nie wiem, czy to ty byłeś źródłem mojej siły Co To Jest - oto twoje imię
Link do przetłumaczonego na język polski przemówienia Davida R. Hudsona. Spora część teorii dotyczących ormusu została także wykorzystana w powieści Jamesa Rollinsa Mapa trzech mędrców.