Sprawy mniej ważne, czyli co w Polsce robi lewica
Jakiś czas temu kolejny raz usłyszałam “argument”, że partie lewicowe w Polsce zajmują się tylko sprawami mniejszości, LGBT i aborcji, zamiast skoncentrować się na tematach ważnych dla ogółu obywateli. Nawet, gdyby na chwilę założyć, że ten zarzut jest prawdziwy… to czy rozwiązanie tych kwestii nie spowodowałoby ostatecznie przeniesienia centrum politycznych dyskusji gdzie indziej, właśnie tak, jak przeciwnicy lewicowych partii sobie życzą?
Gdyby tak na przykład zdekryminalizować aborcję i zakończyć toczący się całymi latami spór? Albo w końcu uregulować kwestie związków jednopłciowych, zwłaszcza, że obecnie wprowadzenie jakiejś formy związków partnerskich popierałaby znaczna część społeczeństwa. Czy zrobić coś z obecnym prawnym koszmarem, jaki przechodzą osoby transpłciowe, próbując uzgodnić płeć w dokumentach… Nie dyskutować, nie analizować po raz kolejny, nie obiecywać kilkadziesiąt razy przed każdymi wyborami, tylko faktycznie te problemy rozwiązać, tym samym zamykając temat. A jak zostanie zamknięty, narzekający na te sprawy światopoglądowe i tematy zastępcze niezadowoleni wyborcy wreszcie powinni odetchnąć z ulgą, czyż nie? W końcu przyjdzie czas na Ważne Sprawy, które interesują większość obywateli…
Tak się tylko zastanawiam… Czy lewicowi politycy już teraz ciągle o tych Ważnych Sprawach nie mówią? Od co najmniej kilku miesięcy nie muszę się specjalnie starać, żeby natrafiać na nagrane fragmenty wypowiedzi Adriana Zandberga na przykład. I, uwaga, nie słyszałam tam nic o mniejszościach. Za to mnóstwo o konieczności zmian na rynku mieszkaniowym i dlaczego postępująca prywatyzacja służby zdrowia nie jest dobra dla obywateli. Były też okresy, kiedy nawet na tak niszowym medium jak Mastodon mogłam regularnie czytać wypowiedzi posłanek Lewicy na temat transportu publicznego. Albo o tym, że podatki w tym kraju są w praktyce regresywne i powinno się coś z tym zrobić. I tak mi się wydaje, że są to kwestie, które jak najbardziej dotyczą większości. Tylko narzekający najwyraźniej nie słuchają ani nie czytają, skupiając się tylko na pojedynczych wypowiedziach. A jak już się spróbuje zwrócić ich uwagę na te punkty lewicowego programu, skomentują to krótkim, pogardliwym: “Socjalizm…”
Coraz bardziej mam wrażenie, że chodzi o to, żeby po prostu sobie swojsko, tradycyjnie, po polsku ponarzekać. I potem dziwić się, że nic się w tym smutnym kraju nie zmienia.