Prześladowana większość czyli wrażliwe uczucia religijne

Miałam to pisać jako kontynuację innego postu zaplanowanego na przyszłość albo wręcz jego część. Piszę to teraz, być może dlatego, że nadal czuję się dotknięta niesprawiedliwością, która spotkała mnie już dłuższy czas temu, kiedy zupełnie bezprawnie zostałam zmuszona do ukrywania swojego poparcia dla protestów przeciwko nieludzkiej ustawie antyaborcyjnej. Nie tylko mnie to spotkało, jestem świadoma, że wielu innych naraziło się na nieporównywalnie większe nieprzyjemności.

Co jakiś czas słyszę i czytam o lewicowych płatkach śniegu na tym złym zdemoralizowanym Zachodzie, który według tego co mówią w publicznych mediach, już dawno powinien upaść pod ciężarem własnej dekadencji. Jak dotąd Europa Zachodnia istnieje nadal i nic nie wróży rychłego końca świata. Tymczasem w naszym wspaniałym, mlekiem i miodem płynącym raju mogłam czytać o kuriozalnych sytuacjach takich jak:

Nie kupuję w przypadku rozpaczliwej walki z tęczą uzasadnienia (swoją drogą anachronicznymi i nonsensownymi w cywilizowanym kraju w XXI wieku) przepisami o obrazie uczuć religijnych. Co społeczność LGBT ma w ogóle wspólnego z religią, jakąkolwiek, dowolnym związkiem wyznaniowym? To zupełnie odrębne kategorie. Niezależne aspekty tożsamości człowieka, których nie powinno się zestawiać jako przeciwieństwa. A jeśli oburzeni widokiem tęczy naprawdę są tak jednowymiarowi, że posiadają tylko jedno wolne pole na określenie swojej tożsamości i nie mają miejsca na nic więcej, to głęboko współczuję i uprzejmie proszę o niemierzenie innych swoją miarą.

W ciągu ostatnich dwóch szalonych lat zdarzały się w naszym raju także bardziej bezpośrednie religijne wojenki:

i wisienka na torcie (dosłownie), czyli czy zjedzenie ciasta z wizerunkiem Jana Pawła II jest obrazą uczuć religijnych… oraz finansowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości “naukowe” badania nad… memami. Aż czasami nie chce mi się wierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę.

Poza tym chyba spora grupa polskich katolików zapomniała, że w kraju mogą być osoby wyznające inne religie, a także wspólnoty neopogańskie i ludzie praktykujący okultyzm. I absolutnie nie ma w tym nic złego a konstytucja gwarantuje nam wolność wyznania i praktykowania. I nie, te osoby nikogo nie obrażają ani nie atakują. One zwyczajnie istnieją. I nie „obnoszą się” z jakimikolwiek symbolami ale po prostu korzystają ze swoich naturalnych praw.

I to wy, drodzy nadgorliwi katolicy, wiecznie urażone, prześladowane, delikatne płatki śniegu, stale macie z tym jakiś problem. Nie potraficie zachować się jak ludzie dojrzali emocjonalnie i zaakceptować, że społeczeństwo składa się z różnych grup, przyjmujących odmienne wartości i światopogląd. Tak jak wy możecie manifestować swoją wiarę i przynależność w przestrzeni publicznej (ośmielę się stwierdzić, że wręcz ją zawłaszczyliście, nie pozostawiając miejsca dla innych), tak i oni mają prawo głosić swoje poglądy otwarcie, bez prób zastraszania i uciszania. Jeśli tak trudno wam poradzić sobie z tym faktem, poszukajcie pomocy. Nie u prokuratory i w sądzie. Wam raczej potrzebne jest coś na uspokojenie nerwów i wizyta u psychiatry.